Listopad

 Mam wrażenie, że zwinęłam się w pozycję embrionalną i spoczęłam w kokonie błogiej wegetacji - bo życiem bym tego nie nazwała. 

Praca weszła na kolejny poziom wymagań - więcej zadań, dodatkowa odpowiedzialność, mniej spokoju i czasu wolnego od 8 do 16. I ktoś czytając to powie "korpo kotku, ale dostajesz za to pieniążki". Ależ oczywiście, niestety coraz częściej zamykam komputer z przeświadczeniem, że moje wynagrodzenie nie jest adekwatne do obowiązków. Niby chwalą, jest miło i sympatycznie, ale kupując wino w Biedronce albo świeczki w Galilu nie powiem, że chce opłacić zakupy, ostatnim głaskaniem mojej główki przez przełożonych. 

Dodatkowo robię remont i jest to wytłumaczenie na całe zło. Znalazłam sobie idealna wymówkę do wszystkiego. Podłogi w moim mieszkaniu nie były odkurzane, ani myte od półtora miesiąca. Dlaczego? Bo twierdzę, że jak to się skończy to wyczyszczę wszystko jak Charlie Sheen lusterko z koksem. Całe weekendy zalegam na kanapie odpalając nowy serial. Dlaczego? A co innego mam robić na mieszaniu. Spotkania ze znajomymi ograniczyłam do minimum. Dlaczego? Ponieważ nie miałam łazienki miesiąc i włosy musiałam myć w zlewie kuchennym - nie żartuje. Głównie żyje na pitnych jogurtach i Glovo. Dlaczego? Gdyż w mojej kuchni znajduje się lodówka, pralka, prowizoryczny zlew i kuchenka gazowa, stojąca na szafce nocnej z pokoju gościnnego. 

I tak leżąc na kanapie w oparach pyłu z kucia ścian, puszczam wodze fantazji o moim przyszłym, wspaniałym życiu. Dzisiaj na przykład zastanawiałam się, czym dla mnie jest perfekcyjna sobota. Rano balet, oczywiście. Po balecie sprzątanie mieszkania - nastawienie prania, wyczyszczenia łazienki, umycie kuchni, zmiana pościeli, ułożenie poduszek na kanapie, wymiana kwiatów w pokoju gościnnym. Coś na ząb, i może odpalenie serialu do prasowania. A wszystko w czasie 5 godzin. A wieczorem kolacja ze znajomymi, wyjście na miasto czy nawet szybki wypad do rodziców czy do rodziny w Łodzi. 

Teraz zadajmy sobie kluczowe pytanie dla mojej wegetacyjnej sprawy - kiedy jest koniec remontu i kiedy zaczyna się pierwsza faza testowa tego idealnego życia? Grudzień? Czy wtedy wszystkie talerze będą na swoim miejscu w kuchni, a ręczniki równo złożone w witrynie w łazience to wtedy poczuje niesamowity przypływ energii, aby zacząć spełniać swoje wyimaginowane standardy? Tylko skąd wziąć przypływ siły na te talerze i ręczniki? Baby steps ma cherie? 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kwiecień

Początkowy chaos