Posty

Kwiecień

Zostało 8 miesięcy i życie zaczęło mi się chyba układać. Zaraz ktoś mógłby zapytać co się stało, że jest lepiej i jak to zrobiłaś? Właśnie mojej zasługi jest w tym najmniej, ale może będąc na fali, postanowię wprowadzić kilka innowacji do swojego życia.  Zacznijmy od największej zmiany, ale takiej, która ma przełożenie na inne płaszczyzny życia i jest najbardziej spektakularna. Otóż, mam absztyfikanta. Po kilku latach bycia wytrwałą w byciu singielką poznałam najlepszego faceta na tej planecie - takiego który słucha, z którym się rozmawia, a nie domyśla się o co mu chodzi z ruchu jego brwi, wyrozumiały, szalenie ciepły, do tego stopnia, że moja wewnętrzna przylepa klei się do niego non stop, wspierający nawet w najdziwniejszych sytuacjach, wyższy i niesamowicie dobrze całujący. Jak można się domyślić - jestem szczęśliwa.  Dwa tygodnie temu przeszłam chyba atak woreczka żółciowego - absztyfikant miał okazje się wykazać, a ja miałam okazje przymusowo odstawić alkohol, kawę, tłus...

Styczeń

Właśnie wróciłam z odwiedzin u mojej babci. Babcia ma 85 lat, początkową demencje i nie jest babcią jak z reklamy Pomysłu na . Odkąd pamiętam, to ona była wielkim generatorem moich kompleksów, bo słyszenie od własnej babci, że ma się wielką dupę, jest się grubym i jest się najgorszą wnuczką, nie robi ci szczęśliwego mindsetu. Od razu po przekroczeniu progu domu otworzyłam wino i zaczęłam płakać. Tak, mam w tym roku 30.  Ale później zaczęłam się, nieco masochistycznie, zastanawiać czy jej niepohamowana szczerość nie jest kubłem zimnej wody, którego od czasu do czasu potrzebujemy. Moja babcia jest jak ta szczera koleżanka, która powie ci, że te twoje rzęsy gąsienice nie wyglądają dobrze, a te spodnie w pepitkę poszerzają ci uda i wyrzuć je. Oczywiście odwiedzanie kogoś, z kim powinno się mieć przynajmniej poprawne relacje i słuchanie, że jest się permanentnie niewystarczająco dobrym, dobija cię i popycha w kolejny kieliszek wina o 11 rano. Jednak czy taka wizyta nie będzie jak wizyta...

Listopad

 Mam wrażenie, że zwinęłam się w pozycję embrionalną i spoczęłam w kokonie błogiej wegetacji - bo życiem bym tego nie nazwała.  Praca weszła na kolejny poziom wymagań - więcej zadań, dodatkowa odpowiedzialność, mniej spokoju i czasu wolnego od 8 do 16. I ktoś czytając to powie "korpo kotku, ale dostajesz za to pieniążki". Ależ oczywiście, niestety coraz częściej zamykam komputer z przeświadczeniem, że moje wynagrodzenie nie jest adekwatne do obowiązków. Niby chwalą, jest miło i sympatycznie, ale kupując wino w Biedronce albo świeczki w Galilu nie powiem, że chce opłacić zakupy, ostatnim głaskaniem mojej główki przez przełożonych.  Dodatkowo robię remont i jest to wytłumaczenie na całe zło. Znalazłam sobie idealna wymówkę do wszystkiego. Podłogi w moim mieszkaniu nie były odkurzane, ani myte od półtora miesiąca. Dlaczego? Bo twierdzę, że jak to się skończy to wyczyszczę wszystko jak Charlie Sheen lusterko z koksem. Całe weekendy zalegam na kanapie odpalając nowy serial. Dl...

Początkowy chaos

Od dwóch lat próbuje wieść inne życie. A jak wiadomo, z postanowieniami bywa różnie - raz lepiej, raz gorzej, nagle stare nawyki dają się we znaki, a później jakby nigdy nic zaczynam od nowa. Jeżeli ktoś to czyta, zastanawia się, o co chodzi? Nie za przesadny dramatyzm się tutaj wkradł?  Macie też tak, że patrząc na swoje życie i oceniając je, najwyższa ocena jaką moglibyście dać to przecięty? Ja mam tak non stop. Wydaje mi się, że wiodę bardzo przeciętne życie. I nie chodzi mi tutaj o prace, hobby czy przyjaciół. Po pierwsze, prace zawsze można znaleźć nową. Dwa, można zacząć nowe hobby od tak, i po trzecie przyjaciół oraz znajomych można wymienić. Akurat na te trzy aspekty nie narzekam. No może, czasami na pracę i zarobki, ale kto przy 3% inflacji tego nie robi.  Więc o co chodzi? Czy mam jakiś problem pokroju Patrica Batemana i za chwilę zacznę mordować biedne prostytutki? Nie. Po prostu czuje, że mogłabym wyciągać z życia więcej, być lepsza, mogłabym się nawet skłonić w s...