Listopad
Mam wrażenie, że zwinęłam się w pozycję embrionalną i spoczęłam w kokonie błogiej wegetacji - bo życiem bym tego nie nazwała. Praca weszła na kolejny poziom wymagań - więcej zadań, dodatkowa odpowiedzialność, mniej spokoju i czasu wolnego od 8 do 16. I ktoś czytając to powie "korpo kotku, ale dostajesz za to pieniążki". Ależ oczywiście, niestety coraz częściej zamykam komputer z przeświadczeniem, że moje wynagrodzenie nie jest adekwatne do obowiązków. Niby chwalą, jest miło i sympatycznie, ale kupując wino w Biedronce albo świeczki w Galilu nie powiem, że chce opłacić zakupy, ostatnim głaskaniem mojej główki przez przełożonych. Dodatkowo robię remont i jest to wytłumaczenie na całe zło. Znalazłam sobie idealna wymówkę do wszystkiego. Podłogi w moim mieszkaniu nie były odkurzane, ani myte od półtora miesiąca. Dlaczego? Bo twierdzę, że jak to się skończy to wyczyszczę wszystko jak Charlie Sheen lusterko z koksem. Całe weekendy zalegam na kanapie odpalając nowy serial. Dl...